Nagroda Literacka NIKE 2009

Nike 2009 dla Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
  

To trzecia, po "Chirurgicznej precyzji" Stanisława Barańczaka i "Zachodzie słońca w Milanówku" Jarosława Marka Rymkiewicza, książka poetycka, która wygrała Nike - najważniejszy laur literacki w Polsce.


Nike dla "Piosenki o zależnościach i uzależnieniach" - dziewiątego tomu wierszy Tkaczyszyna-Dyckiego - to werdykt nieoczekiwany. W finałowej siódemce znalazły się w tym roku świetne, obstawiane przez kibiców Nike powieści i eseje. Jednak dla tych, którzy znają wiersze 47-letniego poety, a także tych, którzy mieli okazję słuchać jego hipnotycznych melorecytacji, kiedy Dycki zwany przez sympatyków jego poezji "Dyciem" odprawia swój teatr - dla nich wszystkich decyzja jury jest wyjątkowo trafna, choć śmiała. Ale taka już jest tradycja tej nagrody.

- Jestem zachwycony! - reaguje na wiadomość o Nike dla Dyckiego krytyk literacki Piotr Śliwiński, przyznając równocześnie, że bardzo ceni powieści Andrzeja Barta i Ingi Iwasiów. Ale tom "Piosenki o zależnościach i uzależnieniach" mieści się jego zdaniem w innym rejestrze niż "książka sezonu": - Nagroda dla niego to uznanie zjawiska poetyckiego tej rangi co Białoszewski i Różewicz.

Warto przypomnieć, że swoją prywatną nagrodę przyznał kiedyś Tkaczyszynowi-Dyckiemu Czesław Miłosz. Dycki jest także dwukrotnym laureatem nagrody Gdynia (w 2006 r. za "Dzieje rodzin polskich" i w tym roku za ten sam tom, który otrzymuje teraz Nike).

Studiował polonistykę w Lublinie, gdzie wraz z Andrzejem Niewiadomskim założył grupę literacką "Kresy", był też wśród założycieli pisma literackiego o tym tytule. Nakładem "Kresów" ukazał się jego debiutanci tomik "Nenia i inne wiersze". Kolejne książki to m.in.: "Peregrynarz", "Młodzieniec o wzorowych obyczajach", "Liber mortuorum", "Kamień pełen pokarmu", "Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania", "Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało", "Przyczynek do nauki o nieistnieniu".

Tkaczyszyn-Dycki pochodzi ze wsi spod Lubaczowa. Choć od lat mieszka w Warszawie, kresy polsko-ukraińskie są jego literacką ojczyzną. Tam "dzieje się" większość jego wierszy. "Czytając jego wiersze jak mapę - pisze Agata Piecuch - można pojechać w ciemno w okolice Lubaczowa i odnaleźć miejsca, które opisał". Choć jak sam mówi, pierwszą polską książkę przeczytał jako szesnastolatek, jest zanurzony w polszczyźnie - dawnej i nowej, wysokiej i niskiej, wyrafinowanej i potocznej, grubej, obscenicznej.

Sięga do polskiego baroku (Sęp-Szarzyński, poezja nagrobnych epitafiów), do psalmów i modlitw. Jak podkreśla Śliwiński, brał też lekcje u XIX- i XX-wiecznych poetów niższego rzędu, "mistrzów lokalnych osobliwości". Ale i współczesne gazetowe nekrologi należą do ulubionych jego lektur, bo - jak pisze autoironicznie - są "czymś więcej aniżeli współczesna poezja/ polska na którą nikt się nie rzuca."

O Dyckim mówi się, że pisze wciąż jeden wiersz. W tej powtarzalności jest metoda. Powtórzenia Dyckiego atakują to, co niemożliwe do wyrażenia. W swojej laudacji przewodnicząca tegorocznego jury Nike prof. Grażyna Borkowska zwracała uwagę, że charakterystyczne "dyckie" powtórzenia pozwalają "zobaczyć to, co w pierwszej lekturze było niedostatecznie czytelne: wszechobecność śmierci, która jest - mówiąc językiem Celana i Różewicza - mistrzem poetyckiego rytuału".

Dycki jest obsesyjnie autobiograficzny, choć wie, że "żyjemy tak płytko że nie możemy napisać/ autobiograficznej powieści". Pisze o matce, o śmierci, o szpitalu, o alkoholu, o przyjaciołach.

- Napisałem tę książkę - mówił w filmie towarzyszącym ceremonii Nike w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego - bo uznałem, że jestem winny powiedzenia prawdy, której nie mogłem wcześniej wyrazić. Jestem szczęśliwy, kiedy zapominam o matce, którą przecież kochałem, a która miała mnie za złego syna; kiedy mogłem się uwolnić od jej świata, jej istnienia, jej alkoholizmu, jej schizofrenii, jej choroby...

Wiele jego wierszy to wyrafinowane homoerotyki. Również i tu poeta przerzuca pomost nad epokami, cytując zalecenie Ojca Pustyni św. Antoniego Pustelnika: "Z młodszym od siebie nie leż na tej samej macie". Te śmiałe wiersze przenika chrześcijańskie poczucie ludzkiej grzeszności. W jednym zdaniu poeta potrafi połączyć mowę dresiarza i Mickiewicza, gdy na zaczepkę homofoba narrator wiersza odpowiada właściwym mu językiem: "każdy poeta jest zbokiem/ pisząc wiersze z Bogiem i mimo Boga".

Dycki oswaja tabu - pisze o nim Agnieszka Wolny-Hamkało - "łazi wokół śmierci, homoseksualizmu, namiętności, rozkładu ciała. Bierze pod mikroskop te wszystkie tematy, które popkultura spycha na margines, bo są mroczne, ponure, niekolorowe. Nie chcielibyśmy ich przywoływać przy obiedzie, w czasie grzecznościowych pogaduszek. Taki na przykład szpital psychiatryczny - jedna z powracających dekoracji... Brzmi to wszystko piekielnie ponuro, jednak jest przez Dyckiego wzięte w cudzysłów regularnej formy, niemal piosenki. W cudzysłów metafory i humoru".

"Wielki, osobny głos" - mówią krytycy. Osobny, bo nienależący do żadnego współczesnego nurtu, rozmijający się ze swoim brulionowym pokoleniem. Nie udzielający wywiadów, co najwyżej czytający swoje wiersze. Nie dowiemy się, jakie ma poglądy ("opuściło mnie natchnienie - ironizuje - i nie napisałem wiersza o wydźwięku/ politycznym (choć wokół szerzy się/ dziki kapitalizm"). Jest osobny, ale bliższy potoczności i tzw. zwykłemu człowiekowi, niż się na pierwszy rzut oka zdaje. Nie jest hermetyczny, przeciwnie - dostępny dla każdego, kto sięgnie do jego poezji lub jej posłucha z estrady, na którą wychodzi zwykle ubrany w kaptur. Wielbicieli Dyckiego - "polskiego Villona" - przybywa. Jego poetyckie frazy takie jak "kamień pełen pokarmu" czy "jesień już, Panie, a ja nie mam domu" weszły już do językowego obiegu. Jest to poezja ulicy, dworca, która zarazem ma w sobie skargę psalmu, wołania z głębokości, de profundis: "Panie Boże ukrywający twarz w twarzy/ Maryi przed każdym kto żądał Cię widzieć/ i wzywał do wstawiennictwa najpóźniej/ dzisiejszej nocy uczyń mnie uczyń poetą".

X.

z językiem trzeba twardo
jest jaki jest kawałek
drewna którym się podpieramy
i posiłkujemy po drodze

lecz nie zawsze szczęśliwie
jest jaki jest i nie ma
cienia wątpliwości że to glina
udręczona tchnieniem

Pana Boga i przez każdego
z nas gdy brak tchu

XI. Dumka

jeszcze nie umiem słowa Polska
jeszcze się waham wymówić jednym
tchem Polska i Ukraina Ojczyzna
i Rodzicielka słowo zupełnie bez przyszłości

cóż ono znaczy: Matka w grobach
swoich synów wiedzą o tym
którzy narodzili się wczoraj w dawno
zapomnianych pieśniach bohaterskich


dlaczego jeszcze nie umiem
słowa Polska gdy wielu
zdążyło się nim nasycić
i zadręczać innych


Tadeusz Sobolewski

 


--------------------------------------------------------------------------------

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - www.wyborcza.pl © Agora SA

--------------------------------------------------------------------------------

Przedstawiamy finałową siódemkę nominowaną do Nagrody Literackiej NIKE 2009.

Skład tegorocznego Jury: Edward Balcerzan, Tadeusz Bartoś, Grażyna Borkowska (przewodnicząca), Tadeusz Bradecki, Kinga Dunin, Tomasz Fiałkowski, Marcin Król, Dariusz Nowacki, Marta Wyka.

LISTA NOMINACJI:

  • Andrzej Bart,  FABRYKA MUCHOŁAPEK, wyd. WAB


Relacja z wyimaginowanego procesu sądowego Chaima Rumkowskiego, przewodniczącego Judenratu w getcie łódzkim. Wraca pytanie: czy Rumkowski, który w 1944 zginął w Auschwitz, był współpracownikiem okupanta, czy ofiarą - świadom zbliżającej się Zagłady organizował życie getta tak, żeby ratować, kogo się da?

 

  • Inga Iwasiów BAMBINO, wyd. Świat Książki

Za tytuł powieści posłużyła nazwa baru mlecznego w centrum opisywanego miasta. Autorka zastanawia się nad tożsamością niemieckiego i polskiego miasta, ukazuje panoramę PRL-u od II wojny światowej po rok 1981. Uznałam, że nadszedł czas, żeby opowiedzieć historię narodzin tego miasta po wojnie – wyjawia swoją intencję. -  Moja babcia ma 86 lat, a tylko ludzie z jej pokolenia znają początek mojej opowieści.

  • Ignacy Karpowicz, GESTY, Wydawnictwo Literackie

Nowa powieść autora "Niehalo" i "Cudu". Bohater przyjeżdża na prowincję do chorej, starzejącej się matki i spostrzega, nie znajduje z nią porozumienia. Wspomina dzieciństwo, chciałby swoje życie uporządkować, ale to trudniejsze niż sądził. Jednym z powodów kłótni rodziców były jego studia: Ojciec nigdy nie zaakceptował mego wyboru: zamiast lekarzem zostałem fircykiem, to jest reżyserem teatralnym.

 

  •  Tomasz Piątek, PAŁAC OSTROGSKICH, wyd.. WAB

 

Powraca wątek naczelny w twórczości Piątka, m.in. ze słynnej "Heroiny": Jestem narkomanem, w ciągu całego mojego 'dorosłego' życia wydałem na narkotyki, alkohol, restauracje i taksówki około miliona złotych, dlatego nie mam domu i mieszkam z rodzicami – wyznaje narrator. Sam autor mówi: To książka o tym, jak ktoś próbuje się wyplątać z bycia przedmiotem i znowu wrócić do człowieczeństwa, odrodzić się. Mieć w życiu wybór.

 

  • Bohdan Sławiński, KRÓLOWA TIRAMISU, wyd. Jacek Santorski

 

Bohaterem jest Piotr, Piotruś raczej - figura delikatna, wrażliwa i czuła. Subtelny chłopiec wiąże się z dojrzałą, dobrze sytuowaną mężatką. Autor znakomicie, z wielkim wyczuciem stylu i językową werwą prowadzi przez to pole minowe spraw, z których wagi zdajemy sobie sprawę, ale wolimy nie pytać: obiekt pierwszej miłosnej fascynacji, przebudzenie seksualności, dojrzewanie, poszukiwanie kobiety, która byłaby kochanką i zastępczą matką...

 

  • Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, PIOSENKA O ZALEŻNOŚCIACH I UZALEŻNIENIACH,  wyd. Biuro Literackie 

 

Nowy tom poetycki autora tomów "Kamień pełen pokarmu", "Dzieje rodzin polskich", laureata Nagrody Literackiej Gdynia. Wiele fraz i wierszy charakterystycznych dla niego  wraca w rozmaitych wariantach i próbach: Nawroty słów i zdań (...) zaciemniają i tak już niejasną literę wierszy. Jednak powtarzalność frazy staje się znakiem rozpoznawczym poety, śladem jego obecności - pisał w "Tygodniku Powszechnym" Jacek Gutorow.

  • Krzysztof Varga, GULASZ Z TURULA, wyd.  Czarne 

 

Ostatnia powieść – "Nagrobek z lastryko" - traktowała o polskiej historii i symbolach, teraz  Varga zajął się Węgrami. To eseje błazeńsko smutne i dowcipnie gorzkie. Opowiadają  o współczesnych Węgrach, którzy nie potrafią się wyzwolić z tęsknot do wielkości. A ponieważ historia poskąpiła im wiktorii, przekształcili kuchnię narodową w paradoksalne pole bitwy.  Ale przy okazji stół biesiadny zamieniają w szczególne więzienie tożsamości" – jak pisał o "Gulaszu…"  Przemysław Czapliński.


Źródło: Marek Radziwon www.wyborcza.pl

Zob. www.nike.org.pl